O pasji do tradycji "Dziadów Noworocznych", powstaniu grupy kolędniczej oraz znaczeniu postaci i obrzędów z tym związanych mówi Paweł Wiercigroch, kierownik grupy "Harnasie z Łyngu" z Milówki, w rozmowie z Piotrem Motyką. Zachęcamy do lektury, a w sobotę, dnia 24 stycznia AD 2026 do udziału w Dniu Plenerowym Żywieckich Godów w Milówce!

Piotr Motyka: Skąd się wzięła Twoja pasja do tradycji Dziadów Noworocznych ?

Paweł Wiercigroch: Moja pasja do tradycji Dziadów Noworocznych wzięła się przede wszystkim z obserwowania starszych. Człowiek od dziecka zapatruje się na starszych kolegów, wujków, dziadków i to oni są pierwszą inspiracją. Sama nazwa „Dziady” nie oznacza czegoś gorszego czy „dziadowskiego”. Wręcz przeciwnie ta tradycja pochodzi właśnie od naszych dziadków i pradziadków, stąd jej nazwa. Często słyszy się określenie „przebierańcy”, ale to nie jest właściwe słowo. Dziady to nie jest zwykłe przebieranie się, lecz obrzęd i żywa tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie. I właśnie to od zawsze mnie fascynowało i pociągało. W mojej rodzinie ta tradycja była obecna. Co prawda mój tata pochodził z Rajczy, a tam Dziadów nie było, więc sam w nich nie chodził, natomiast brat mojej mamy gonił za Dziady, podobnie jak mój dziadek, który pochodził z Małego Ciśca. To oni pokazali mi, czym naprawdę są Dziady i jaką mają wartość. Dzięki nim tradycja ta stała się dla mnie czymś naturalnym, bliskim i ważnym czymś, co chciałem kontynuować i przekazywać dalej.

Piotr Motyka: Jak rozwijały się Dziady w Milówce na przestrzeni lat, jak doszło do powstania Waszej grupy kolędniczej i z ilu obecnie składa się osób?

Paweł Wiercigroch: Historia Dziadów w Milówce jest bardzo bogata i zmieniała się na przestrzeni lat. Zaczynając od Dolnej Milówki, funkcjonowały tam różne grupy, takie jak Kamieńcoki, Kempcany, Indory, których nazwa pochodziła od przezwiska kierownika, Dziady z Kałuży, Harnasie z Łyngu. Na tej samej ulicy były również Dziady Andrzeja Tomany. Na następnej ulicy działały Dziady Pajestki, w miejscu, gdzie dziś znajduje się kuźnia, które później przejęli ich siostrzeńcy Batkowscy. To właśnie w tej grupie razem z bratem zaczynałem swoją przygodę z Dziadami. Kolejną grupą były Taliki, które miały swoje miejsce na milowskich Borach. Była to jedna z najstarszych grup w centrum Milówki, w której gonił mój wujek Edward Sołtysek. Następnie funkcjonowała grupa Karczugi, znajdująca się w okolicach dzisiejszego banku spółdzielczego. Dalej były Bojcery, Bucki spod Snozy, a wyżej Świerki z Prusowa. Dziady działały także w Górnej Milówce, w rejonie dzisiejszej karczmy. Warto zaznaczyć, że te grupy nie działały wszystkie w tym samym czasie. Jedne kończyły działalność, a inne dopiero powstawały. Tworzenie grup w tamtych latach było trudne, ponieważ brakowało dziś łatwo dostępnych materiałów do wykonania strojów. Pierwszy raz za Dziada leciałem jak miałem 9 lat i z Dziadami chodziłem do 2001 roku. Później założyłem rodzinę, a część strojów przekazałem młodszej grupie, którą prowadzili Piotr Witos i Piotr Tokarczyk. Następnie Dziady przeszły do Tomasza Wojtasa z okolic stacji kolejowej. Z biegiem lat grupa się rozpadła. Przełomowym dla nas momentem była prośba mojego syna Karola, który mając 13 lat grał na heligonce i chciał uczestniczyć w kolędowaniu. Niestety żadna z istniejących grup nie chciała go przyjąć ze względu na wiek. Wtedy razem z moimi najlepszymi kolegami postanowiliśmy wspólnymi siłami reaktywować grupę Harnasie z Łyngu. Zaczęliśmy kompletować stroje i w ciągu jednego roku udało nam się ją odbudować w 2016 roku. Potem wystąpiliśmy na Godach Żywieckich i działamy do dziś. Obecnie grupa liczy około 40 osób, w tym 10 dzieci, zazwyczaj są to synowie dorosłych już Dziadów. Dzieci w naszej grupie uczą się wszystkiego od podstaw: jak przygotować strój, jak kolędować w Sylwestra i w Nowy Rok. Nie jest to ani łatwe, ani szybkie zajęcie, wymaga dużej kreatywności, zmysłu artystycznego, umiejętności krawieckich i zdolności plastycznych.

Piotr Motyka: Jakie postacie występują w Dziadach Noworocznych ?

Paweł Wiercigroch: W Dziadach, w zależności od grupy, występują różne postacie. Nie ma jednego, stałego składu, wszystko zależy od tradycji danej grupy i jej historii. Ogólnie jednak postacie dziadowskie można podzielić na trzy główne kategorie: pozaziemskie, zwierzęce oraz ludzkie. Do postaci pozaziemskich należą diabeł i Śmierć. Symbolizują one siły nadprzyrodzone, granicę między światem żywych a umarłych oraz element grozy, który od zawsze towarzyszył obrzędowi. Kolejną grupę stanowią postacie zwierzęce, przede wszystkim konie i niedźwiedzie. Są one obrazem siły, witalności i energii. Konie odgrywają w Dziadach bardzo ważną rolę obrzędową. Najliczniejszą grupą są postacie ludzkie, często nawiązujące do dawnych zawodów i ról społecznych. Pojawia się kominiarz, gorkorz, czyli kowal albo majster zajmujący się reperowaniem garnków. Jest także dziegciorz, czyli znachor, który podczas obrzędu smaruje i kadzi konie. Ważną postacią jest Cygan, który prowadzi konie. W innych grupach Cygan występuje w innej roli, nosi lalkę na plecach i chodzi razem z Cyganką. Są również pachołki, które strzelają z batów, odstraszają złe duchy oraz pilnują i koni. W grupach można spotkać także postać macinuli, a w innych jej odpowiednikiem jest sznurkorz, szmaciorka czy ulka. Nazwy te różnią się w zależności od lokalnej tradycji. Nieodłączną postacią jest Żyd, który chodzi z Żydówką. Postać ta nawiązuje do mniejszości etnicznej, która dawniej zamieszkiwała nasz region i zajmowała się handlem. W naszej grupie występuje również Żyd w wersji współczesnej, nazywany PZU, zajmuje się on ubezpieczeniami i polisami. W innych grupach pojawiają się także postacie takie jak PKO, ksiądz, golibroda, telefonista, matoł, młoda pani, młody pan, policjant lub komendant, który pilnuje porządku w całej grupie. Różnorodność tych postaci pokazuje, jak bogata i żywa jest tradycja Dziadów, łącząca dawne wierzenia, lokalną historię i współczesne odniesienia.

Piotr Motyka: Czy możesz opowiedzieć o obrzędzie charakterystycznym dla Dziadów Noworocznych?

Paweł Wiercigroch: Obrzęd Dziadów Noworocznych polega na tym, że Dziady przylatują do gospodarza ze śpiewem i muzyką, często wykonując pastorałkę. Ich przybycie rozpoczyna część powinszowań, czyli składanie życzeń pomyślności na Nowy Rok dla gospodarza i jego domu. Następnie pojawia się skoczny taniec koni wraz z Cyganem. Pozostali uczestnicy przedstawiają swoje role: Cygan z Cyganką wróżą, Żydzi handlują, a diabły kuszą. Cały obrzęd ma formę barwnego, dynamicznego widowiska, pełnego ruchu, muzyki i symboliki. W pewnym momencie muzyka nagle milknie, a konie padają. Jest to obraz zamierania natury, nadejścia zimy i uśpienia życia. Natura obumiera, wszystko cichnie, muzyka przestaje grać. Do leżących koni podlatują diabły, zainteresowane tym, co się stało, a wraz z nimi pojawia się Śmierć. W tym momencie diabły ukazują się z dobrej strony, odganiają Śmierć, pokazując, że nic nie może się definitywnie skończyć. Śmierć nie jest tu czymś złym, lecz elementem naturalnego porządku świata. Jako katolicy odbieramy ją nie jako koniec, ale jako początek czegoś nowego, przejście z jednego stanu w drugi. Do koni podchodzi dziegciorz który smaruje im nogi dziegciem i okadza je kadzidłem. Ten gest ma silną symbolikę, zaczerpniętą również z tradycji kościelnej, podobnie jak okadzanie zmarłych. Oznacza przejście między światami, odejście starego i zapowiedź odrodzenia nowego życia. Na dźwięk gwizdka lub głośnej, skocznej muzyki konie nagle ożywają. Zaczynają dynamicznie tańczyć i skakać. Wtedy Cygan podejmuje z gospodarzem handel o najlepsze konie, co symbolizuje pomyślność, dobrobyt i siłę na nadchodzący rok. W obrzędzie pojawiają się także niedźwiedzie, które kulają się po ziemi. Nie jest to przypadkowy ruch i symbolizuje on zapładnianie ziemi, aby w kolejnym roku wydała obfite plony i zapewniła dobry urodzaj. Cały obrzęd Dziadów Noworocznych opowiada o cyklu życia: śmierci i odrodzeniu, przemijaniu starego i narodzinach nowego, wpisując się w rytm natury, wiary i ludowej tradycji.

Piotr Motyka: Czym odróżnia się grupa zwana Szlachcice?

Paweł Wiercigroch: Tak zwane Szlachcice to tradycja kultywowana w Kamesznicy, także w Szarym, Suchym, Lalikach oraz w Zwardoniu. Jest to jednak nieco inna forma kolędowania niż Dziady noworoczne. Szlachcice chodzą w dzień Świętego Szczepana i mają swój charakterystyczny zestaw postaci. Występują tam między innymi Żyd i Żydówka, zwana panicką, jest cygan, masorz, górol oraz oczywiście szlachcic, który nadaje całej grupie nazwę i ton. To kolędowanie różni się także miejscem i formą. Nie odbywa się przed domem, lecz w samym domu, w izbie. Ma bardziej kameralny charakter, oparty na bezpośrednim kontakcie z gospodarzem i domownikami. Ta tradycja, choć inna w formie, jest równie ważna i pokazuje, jak bogate i zróżnicowane są nasze lokalne zwyczaje kolędnicze.

Piotr Motyka: Co byś powiedział ludziom którzy boją się Dziadów?

Paweł Wiercigroch: Tym, którzy boją się Dziadów, powiedziałbym jedno: nie ma się czego bać. Oczywiście, niektóre postacie z założenia powinny budzić respekt, a nawet strach. Diabeł, Śmierć, wszystkie maski właśnie po to są, żeby ten niepokój wywołać, ale to element dawnego obrzędu i symbolika, a nie chęć przestraszenia kogokolwiek. W rzeczywistości przybycie Dziadów do gospodarza jest dobrym znakiem na nadchodzący rok. Od zawsze traktowano to jako zapowiedź pomyślności, zdrowia i urodzaju. Dziady przychodzą z życzeniami, kolędą i dobrą energią, a nie ze złem.Warto pamiętać, że to tradycja, która ma głębokie korzenie i swoje szczególne znaczenie. Jeśli ktoś spojrzy na Dziady nie przez pryzmat strachu, ale jako na obrzęd przekazywany od pokoleń, wtedy łatwiej je zrozumieć i docenić. A tam, gdzie jest zrozumienie, strach po prostu znika.

Piotr Motyka: Czy warto się wybrać na Gody Żywieckie do Milówki?

Paweł Wiercigroch: Zdecydowanie warto wybrać się na Gody Żywieckie do Milówki. To naprawdę niezapomniana przygoda i wyjątkowe przeżycie. W jednym miejscu można zobaczyć ogromne bogactwo tradycji i porównać, czym różnią się od siebie poszczególne grupy kolędnicze. Każda ma swój charakter, swoje postacie, stroje i sposób kolędowania. Gody dają możliwość zobaczenia w pigułce wszystkiego, co związane jest z Dziadami na całej Żywiecczyźnie. Dziady od zawsze goniły w Dolinie Soły począwszy od miejscowości takich jak Zwardoń, Sól, Kiczora, Laliki, Kamesznica, Milówka, Cisiec, Cięcina, Żabnica, Przybędza, Radziechowy, Wieprz i Brzuśnik. Tych grup jest naprawdę dużo i każda wnosi coś swojego. W tym roku zapowiada się wyjątkowo liczna frekwencja. Spodziewamy się bardzo wiele grup, może być około 700 a nawet więcej uczestników. To robi ogromne wrażenie i pokazuje, że ta tradycja wciąż żyje, rozwija się i przyciąga kolejne pokolenia. Gody Żywieckie to najlepsze miejsce, by poczuć klimat kolędowania, zobaczyć różnorodność Dziadów i zrozumieć, jak ważna jest ta tradycja dla naszego regionu.

Piotr Motyka: Serdecznie dziękuję za wywiad i życzę powodzenia w dalszym pielęgnowaniu tradycji Dziadów Noworocznych, szczęść Boże!

Zdjęcia pochodzą z archiwum Pawła Wiercigrocha.

Szczegółówy program Żywieckich Godów 2026 TUTAJ

Źródło: Beskidzkie Towarzystwo Oświatowe, Milówka, AD 2026.